środa, 30 lipca 2014

Metamorfoza metamorfozy i inne

No tak, gusty się zmieniają, ale żeby tak szybko? Rzecz o chodniku z bambusa, który służył wiernie, ale przestał wyglądać jak trzeba. Przeszedł więc reanimację, która lekko go przeobraziła i spowodowała, że nadawał się do użytku. Jednak...to nie było to. Do mocniejszego koloru zabrakło mi odwagi, ale pewnego dnia, no raz kozie śmierć i wyszło chyba lepiej niż pierwsza zmiana.Dla porównania wersja 1 i 2.
I ta druga wpisała się dobrze w kolorystykę przedpokoju, tutaj mu pasuje.
W ramach nieustającego recyklingu skręciłam kwiatki, a może to nazywa się różami. Na razie leżą sobie spokojnie i służą za ozdobę, ale w wolnej chwili może uda się zrobić jakiś naszyjnik?
Tak chyba ciągnie mnie w stronę niebieskiego i w końcu, może bardziej z powodu gorąca, niż z przypływu weny twórczej, udało się skończyć White peonies, na niebieskim tle. Niebieska podmalówka została zrobiona w październiku, znaczy się trochę czasu upłynęło...

Oczywiście jedzeniowo być musi, bo i sezon na smakowitości jak najbardziej w pełni. Na początek tort śmietanowo-truskawkowy na specjalną okazję :-)
Mniam, pycha.
Orzeźwiający koktail jagodowy.
Ostatnie  "odkrycie"- ziemniaki opiekane z tzatziki

Sałata lodowa z serem brie w sosie vinegret, z grzanką czosnkową.

A tak już na koniec - piękno kwiatów zachwyca mnie zawsze.
;-))

niedziela, 22 czerwca 2014

Stare na "nowe"

Niewiele właściwie uległo tej przemianie, a tylko rzecz jedna. Stara brzydka mata bambusowa przedłużyła swój żywot poprzez malowanie. Nijaka i wysłużona obecnie bardziej cieszy oko i pasuje wszędzie.


 I tak wygląda przed lakierowaniem.

Pogoda nie sprzyja pracy domowej. Pora roku sprzyja bardziej jedzeniu, smakowaniu, delektowaniu się sezonowymi owocami czy warzywami. Rozpoczął się sezon na wszystko po kolei, więc jak tu się powstrzymać przed pysznościami?!





I jeszcze tylko wspomnienie weekendowego podziwiania pięknej przyrody...w trakcie drogi.

piątek, 30 maja 2014

Kolorowo

w maju jest dookoła, tym bardziej, że początek był bardzo słoneczny, A mnie na przekór zachciało się szarości. I to właściwie powrót do tego koloru, bo szara była kuchnia, przedpokój, pokoje dwa. Po krótkim królowaniu niebieskiego w kuchni, teraz znowu wszędzie szaro.
 Przy okazji wiosennego odświeżania kuchni powstały zasłonki w szerokie pasy uszyte z tkaniny kupionej w sh za cenę tradycyjnie 1zł.
Tu widać szarości z przedpokoju w tle, szarości pasiaste.

Rama pomalowana na czarno dla kontrastu i kropla różu w postaci haftu krzyżykowego.
I jeszcze odrobina delikatnego różu i turkusu w reprodukcji cudnego Alfonsa Muchy.
Przy okazji przedpokoju dorobiłam ramę do lustra pozostałego po demontażu szafy typu komandor. 
Tak było.
A to już kawałek lustra z ramą.
Przedpokój ciągle się tworzy, więc jeszcze pewnie coś tutaj się pojawi. 
W innych pomieszczeniach zmian niewiele, Jeden pokój czeka na swoją kolej, po remoncie elewacji i tam zajdą jakieś zmiany.
W wolnej chwili powstały jeszcze takie drobnostki jak dozownik na mydło w toalecie.
Jest to kolejna próba dekupażu na zwykłym pojemniku na mydło.
I malutki komplecik biżuteryjny - bransoletka i pierścionek.
I już na zakończenie mój ulubiony ostatnio wzór - róże w każdej postaci. Tutaj piękny zestaw podkładek z sh.
:-))



wtorek, 22 kwietnia 2014

Naszyjnik z resztek

Z resztek koralików oczywiście. Stara nielubiana biżuteria i pojedyncze koraliki z innych robótek przyczyniły się do takiej właśnie kolorystyki. Ale też dzięki temu pasuje do wszystkiego.Kiedyś zrobiłam podobny, ale nie mam go już więc brakowało mi czegoś tak uniwersalnego w kolorze, ożywiającego, pobudzającego.


A poza tym zachwyca mnie ten widok wszechobecny:



 :-)))

sobota, 19 kwietnia 2014

Easter

Świąteczne małe dekoracje z rodzaju coś z niczego.
Ubiegłoroczne stadko żółto-pomarańczowe w tym roku powiększyło się o kurki bardziej pastelowe.

Może niezbyt świąteczne ale powstały w okolicy świąt i od tego czasu jako dekoracja służą szyldziki do oznaczania różnych produktów. 
Koszyk na warzywa w kuchni.

  Stare słoiki pamiętające lata 70-te wypełnione suszonymi ziołami.


 I całkiem z innej beczki, bo nie mogłam pominąć i nie zaznaczyć faktu.
Jakże aktualny cytat na koniec życia autora i tak aktualny na ten czas Wielkanocy...