niedziela, 7 lipca 2013

Spontanicznie


powstały nowe bransoletki, bo jak można tylko oglądać przez 4 godziny  40 minut Wimbledon (Djoković-del Potro) i nic poza tym? Czymś trzeba było ręce zająć, a że pod ręką było pudełko z elementami...to powstały bransoletki sznury szydełkowo-koralikowe, kolczyki i zwykłe koralikowe na żyłce. Dołączyły do nich kolorowe bransoletki makramowe zrobione przez moją Madzię.
Zdjęcie zbiorowe, chociaż nie wszystkie.

Szydełkowo- koralikowe muszą poczekać na końcówki i zapięcia.
 Dla tych wystarczyło zapięć i końcówek :-))



Moja ulubiona z kamyków opali
                                                                                                                                                                                                                                 
                                                                   Kolczyki szydełkowo - koralikowe do których kiedyś była bransoletka, ale została sprzedana.





 Koralikowe na żyłce.


Makramowe mojej Madzi :-)))

środa, 3 lipca 2013

In blue

Większość tego co pojawia się ostatnio w domu jest właśnie w tym kolorze. Dziwne, bo dawniej wydawało mi się, że to kolor zimny, taki nieprzytulny. A teraz? Uwielbiam za świeżość, naturalność, lekkość itp. Kuchnia w niebieskim- jak najbardziej, a najlepiej w dodatkach, których kilka pochodzi z targu staroci.







 Niebieskie zasłonki z cudnym niebieskim haftem







 Jeden z kilku fajansowych talerzy ozdobnych z holenderskiej manufaktury w Delft.









                                                                                                                                            I oczywiście wygrzebany z czeluści piwnicy turkusowy syfon  

                                                                                                 Niczym się specjalnie się nie wyróżniająca cukiernica, która chwilowo zamieniła się w wazonik. Kolor wyróżnia ją jedynie...
 A to już przecudnej urody waza............radziecka, jedna część chyba z 50 części serwisu przywiezionego pod koniec lat 80-tych z Kijowa na Ukrainie.
                                                                                                          I jeszcze czajnik z ceramiczną rączką, któremu odpadł dziubek podczas zbyt długiego gotowania wody. Schowany (dziubek) jakieś dwa lata temu  na chwilę, do czasu przywrócenia go na miejsce jemu właściwe, nie odnalazł się do dzisiaj....
                                                                         Moja ulubienica-filiżanka na poranną drugą kawę.

                                                                                                              I dzbanek, w którym podobno kiedyś parzono kawę...zbożową.
                                                                                                        Tu kolor niebieski bardzo rozbielony pojawił się w rezultacie zamalowania pięknych brązowo-pomarańczowych kolorków na Maryjce, która zamieszkała w domu trzy lata temu, szczęśliwie dowieziona z targu w Szczekocinach, troskliwie owinięta przez pana w trzy wydania miejscowej gazety.Rok temu dostała niebieski medalik od Najświętszej Marii Panny przy Rue de Bac w Paryżu.










I trochę sztuki na niebiesko: w pastelowym lesie tylko poświata niebieska, a olejny cały turkusowy.                                                                                                                    
 I dużo jeszcze innych niebieskości w domu, ale te to moje ulubione, chyba dlatego, że mają swoją sentymentalną historię.
Te odcienie niebieskiego wdarły się i do ubrania, ale tu już nic ciekawego do nich nie można dopowiedzieć, tyle tylko, że niebieskie.


                                                                                     




Ulubiona niebieska biżuteria

A tu mój patent na szybkie znalezienie tego co się chce bez plątania, szukania drugiego do pary itp., zawieszone na wewnętrznej stronie drzwi od szafy ubraniowej.
 I już na koniec mniam, mniam. Sezonowe przysmaki, które smakują tylko o tej porze roku :-)))

:-)))

sobota, 8 czerwca 2013

Kolorowy tydzień

zaczął się i skończył kolorami. Po przeglądzie resztek odzyskanych z różnych niepotrzebnych rzeczy nastąpił nawrót koralikomanii.




















Zaczęło się od kolczyków
















                                                                                               

Poprzez zawieszkę do naszyjnika

 Dwa pierścionki z pięknymi kolorami środków:




Jak fiolety i koraliki to jeszcze jedna bransoletka z dwóch dziecięcych...
 Prezent od córki w czerwieni  :-))))
 A tu z pierwszych truskawek w tym roku, żeby było bardziej poetycko czerwono-różowe letnie marzenie pod  puchowo-kremową kołderką czyli  po prostu truskawki w kruchym cieście...:-)))
Kolorowo było w tym tygodniu więc nie mogę się oprzeć, żeby nie wstawić tego zdjęcia silikonowych foremek, jak również ich zawartości, którą zjedliśmy na początku tygodnia baaaaaaaardzo szybko!






W foremkach jeszcze surowe Mufinki bananowe, tak proste i szybkie w przygotowaniu, a przy tym super dobre, że zwyczajnie uzależniają. Ta wersja z małym dodatkiem jabłek.
 I jeszcze tylko coś na słono:
Super zdrowe kotleciki z kaszy gryczanej.

 
W następnym poście też chyba będzie kolorowo....:-)))


niedziela, 26 maja 2013

Express-owo

powstała wczoraj bluzeczka, a właściwie przerobiona została ze starej nienoszonej. W latach 80-tych nosiło się coś takiego:
Ale po szybkim przeglądzie najnowszych kolekcji na obecny sezon, wyszło na to, że lepiej, nowocześniej i bardziej trendy prezentować się będzie lekko ztiunningowana. Po expresowej przeróbce wygląda teraz tak:

Po długim spacerze głód dawał się we znaki dość mocno. W soboty lubię gotować szybko, a to okazało się najszybszym daniem z możliwych i na dodatek wystarczyło poszperać w produktach, które zwykle są w mojej kuchni. No...może oprócz tego, sezonowego, ale w tym roku rośnie wyjątkowo obficie na balkonie, i nie zaszkodziło jej troszkę przerzedzić listki:
+
 +
 +
 +
A teraz wszystko razem:
I wreszcie prawie gotowe:
Wystarczy wymieszać, a potem znika równie szybko jak powstało
Pesto genovese z tagliatelle:
             z penne.
I jak sobota była trochę na włoską nutę to dobrze dobrze wpisuje się tutaj przynajmniej włoska z imienia sobotnia Bella...;-))
:-)))